Psy się kochają na trawniku.
Now I’m glad you’ve got a broken heart..
Prześladują mnie słowa tak piękne w swym braku subtelności.
Patrz na moje usta.Wypowiadam je powoli.
“.. i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,
który by brzęczał nad tobą, gdy śpisz.”
Drugs in my body..
http://vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&videoid=51663888
Elektryczna eklektyczność.
Ktoś zza szyby przygląda mi się wzrokiem pełnym odrazy.Wydymam usta.
Przelatuje ptak.Kilka ptaków.
Biały płyn zalewa mi dziąsła.
One day we’re gonna live in Paris..
“Państwo von Kleist”
Tak. A ponadto donosimy, że
leżymy zastrzeleni – i jeszcze w tej chwili
można nas tu odnaleźć. Bardzo staromodnie
leżymy – przytuleni, a trawy zwyczajnie
ruszają się – i drzewa, bo wszystko jest w ruchu:
państwowe trawy i państwowe drzewa,
nawet i nasze ciała, wyjątkowo martwe
(gdyby popatrzeć na nie z pewnej odległości,
jak pewnie to uczynisz, widać że falują,
w tę samą stronę co wszelka natura,
wiatr jest po prostu). List ci
przyniosą we śnie. Otwieraj go wolno.
Wszystko należy robić cicho i powoli,
ponieważ miłość jednak jest. Tak.
Ciało.

Przyszło do mnie Twoje ciało
Mego ciała zażądało
Ciału ciało ciała dało
Ciałom razem było miło
Chociaż ciągle było mało
…
…
Miło jest mieć to na piśmie..
- Która godzina? – Tak, jestem szczęśliwa
Martwy
“Kocham cię – mówię.
Wraca świat.
Śpi ze mną.”
Czasem mam ochotę milczeć.A potem krzyczeć.I od nowa.
“Niekochany nie zdradza.”
Szept.Coś mówisz.Ja nie wiem czy chcę słyszeć.
“-To stare dzieje, ostrze przeszło nie naruszając kości.”
Nie rób tak więcej.
“Proszę na mnie nie patrzeć, ja wychodzę”
Odwróć wzrok.Przestań oddychać.
“Oczywiście, że nie ma miłości.
Pomyliłem się.
Pomyliłem się.”
Nie.To jednak nie do Ciebie.
Za dwadzieścia cztery minuty druga..

A gdyby tak ściąć? Spadałyby pokonane przez grawitację.
Jeden włos..
Drugi włos..
Kilka włosów..
Wiele włosów..
Baby, Please Don’t Go…
Wiosna,ach to Ty!
…




Bo naszła nas ochota na spacer…
Zdrowie chorego najwyższym prawem..
Cierpię na chroniczną bezsenność,która zmusza mnie do wchłaniania dobrego,biedronkowego jedzenia,bo przecież bezczynne leżenie zabiera najwięcej energii,
Chodzę na Strachy na Lachy.Skaczę,krzyczę,śmieje się do chłopaka-gumy w czerwonym,o oczach niewiarygodnie obłąkanych.
I choruję..
Zastanawiając się czy ruda Pani zawsze tak urokliwie wygląda podczas snu i czemu mój wygląd chorobowoprzeziębieniowoskmarkowy tak daleki od tego.
Dnienie..
Marcin Świetlicki – Dnienie
Rozwidniam. Widzę. Jestem na dnie.
I nie jest ładnie. Jawnie i dennie jest mi.
Dnieje. Widzę dokładniej.
A nieboskłonem odwrócone dno.
Niezbyt spieszno mi do układania zdań dłuższych,złożonych podrzędnie, spełnionych nadrzędnie.
Siedzę,patrzę i wyobrażam sobie..
Na lince kartek kilka.Subtelny uśmiech Nosowskiej,opatrzonej w oczy tekturowe o treści : “Wolna szkoła! Religia do kościoła!”.
A ponadto zasłuchuję się w female vocalists,o nieco niesfornym charakterze.
Czekam aż świat zazieleni się na śmierć..


Potrzebuję wiosny ..










